
Jednym z elementów, który decyduje o wyjątkowości "Mojej łodzi podwodnej", debiutu komika Richarda Ayoade, jest muzyka i piosenki napisane do filmu przez Alexa Turnera, lidera Arctic Monkeys. Zespół ten, określany mianem najlepszej brytyjskiej grupy ostatnich dziesięciu lat, zasłynął wykorzystaniem internetu w promocji swojej muzyki. Nie koncentrując się na tradycyjnych mediach, a pozwalając ludziom słuchać ich utworów w sieci zyskał olbrzymią bazę fanów.
Najpierw przełożyło się to na frekwencję na koncertach, a potem na sprzedaż debiutanckiej płyty, - "Whatever People Say I Am, That's What I'm Not" - która stała się najszybciej sprzedającą się pierwszą płytą w historii brytyjskiego rynku muzycznego (363 735 egzemplarzy w ciągu tygodnia od premiery).
Alex Turner i Richard Ayoade spotkali się po raz pierwszy w 2007 roku, podczas realizacji teledysku do piosenki "Fluorescent Adolescent" (http://youtu.be/ma9I9VBKPiw) z drugiej płyty Arctic Monkeys "Favourite Worst Nightmare". Ayoade zajął się jego reżyserią, a Turner i jego koledzy z zespołu do dziś efekt jego pracy uważają za jeden z najlepszych klipów w karierze grupy. Nic więc dziwnego, że poprosili reżysera "Mojej łodzi podwodnej" o realizację kolejnych teledysków do piosenek "Crying Lighting" (http://youtu.be/fLsBJPlGIDU) i "Cornerstone" (http://youtu.be/LIQz6zZi7R0) z płyty "Humbug". Szczególny jest ten drugi, występuje w nim bowiem nie cały zespół, ale samotny Alex Turner śpiewający w czerwonym golfie na tle białej ściany. Podczas jego realizacji obaj panowie - wokalista i reżyser - byli już zaprzyjaźnieni. A owocem tej przyjaźni jest ścieżka dźwiękowa do "Mojej łodzi podwodnej".
- Choć znaliśmy się już od dłuższego czasu i to dość dobrze, to strasznie bałem się poprosić Alexa o te piosenki - wspomina Ayoade. - Przecież on cały czas pisze muzykę i nagrywa płyty, może potrzebuje przerwy, myślałem.
Innego rodzaju obawy miał z kolei Turner: - Nie wydaje mi się, żebym był właściwą osobą do pisania muzyki do filmów - przyznaje wokalista Arctic Monkeys. - Gdyby poprosił mnie o to ktoś inny to grzecznie bym podziękował i szybko uciekł. Ale ta sytuacja była wyjątkowa. Jesteśmy z Richardem kumplami i cała ta współpraca wyszła jakoś tak naturalnie.
Początkowo obaj myśleli o tym, żeby Turner nagrał na potrzeby "Mojej łodzi podwodnej" covery utworów Johna Cale'a, Nico, czy Irvinga Berlina. Miały być podobnym komentarzem do działań bohaterów filmu, jak piosenki Simona i Garfunkela w "Absolwencie". W końcu jednak lider Arctic Monkeys przyjrzał się szkicom utworów, nad którymi wtedy pracował i uznał, że może lepiej będą pasowały do filmu. A kiedy Ayoade pokazał mu pierwsze fragmenty swojego debiutu w głowie muzyka pojawiły się kolejne pomysły na piosenki.
- Nie myślałem nigdy o tych kompozycjach, jako materiale dla Arctic Monkeys - zdradza Turner. - Pracowałem nad nimi na gitarze akustycznej i tak chciałem je też zagrać, a w tamtym czasie ten instrument zupełnie nie pasował do zespołu. W sumie więc dobrze się stało, że Richard poprosił mnie o napisanie muzyki do jego filmu. Inaczej nie wiedziałbym co z tymi utworami zrobić.
Ostatecznie powstało pięć piosenek, które trafiły do "Mojej łodzi podwodnej" i na minipłytę, którą wydała wytwórnia Domino. Krążek zbierał świetne recenzje, podobnie jak filmowy debiut Ayoade, który szturmem podbił publiczność na całym świecie. Wśród elementów promocyjnych filmu znalazł się specjalny teledysk do jednej z piosenek ze ścieżki dźwiękowej pt. "Piledriver Waltz" (http://youtu.be/W-Bysb3ceR0). Bohaterowie "Mojej łodzi podwodnej" pojawiają się w nim w scenach, które w gotowym obrazie się nie znalazły. Utwór ten zamieściła na swojej kolejnej płycie również grupa... Arctic Monkeys. Oczywiście w innej aranżacji.
- Czuję się trochę tak, jakbym dostał coś znakomitego za darmo - mówi reżyser. - Nie kiwnąłem palcem przy powstawaniu muzyki, a dzięki niej mój film jest milion razy lepszy. To wymarzona współpraca - ty nie robisz nic, ale ta druga osoba jest świetna. Chcę to powtarzać przy każdym kolejnym filmie.

To niemalże spektakl teatralny, zaczarowujący swojego widza, wymagający od niego absolutnie niepodzielnej uwagi. To magnetyczne przedstawienie, zaczarowujące swojego widza, wciskające go w fotel, porywające uwagę. To komentarz do brutalnych czasów i ich obraz.
Więcej...

To Taylor dorosła, Taylor bardziej doświadczona, Taylor dzieląca się swoimi historiami. To wreszcie Taylor, której słuchać mogą z powodzeniem nie tylko nastoletni wielbiciele. To doskonale dopracowana dorosła płyta. Warta, żeby ją kupić i zapamiętać.
Więcej...

Ich piosenki to przeżycie dla wielbicieli gatunku i początek przygody dla tych, którzy są być może jeszcze zbyt młodzi lub po prostu nie zdążyli jeszcze na swingowe brzmienia trafić.
Więcej...

Nie zabrakło przyjaciół Bryana, od dziesięcioleci grających z nim na koncertach. Był wspaniały mistrz gitary Keith Scott. Był Mickey Currey na perkusji. Widać było doskonale, że perfekcja tego koncertu jest rezultatem ich talentu ale też wieloletniej współpracy i doskonałej znajomości. To idealne brzmienie nie mogłoby być bardziej idealne.
Więcej...

Klimatem, płyta Już czas wpasowuje się w nastrojowy pop, taki trochę liryczny i bardzo bardzo spokojny. Być może zbyt spokojny aby zyskać uznanie wśród rówieśników Izy. Czas pokaże czy odpowiednio nastrojowy dla tych starszych słuchaczy.

Ja jestem liczbą a wszechświat jest wzorem, rozwiązaniem jesteś ty” – dodaje w Twierdzeniu Fermata.

Nareszcie ktoś pisze coś sensownego, nie powtarza tych samych oklepanych frazesów, nie śpiewa wyłącznie o niespełnionej czy też spełnionej miłości. Panowie piszą o życiu, o postrzeganiu świata, wyciągają swoje własne wnioski. W zalewie popowego chłamu to niemalże bryza świeżego powietrza.
Więcej...